Sam rozbłysk nie należał do najwyższych klas, ale miał wydłużony przebieg i był powiązany z koronalnym wyrzutem masy. To właśnie CME, a nie sama emisja promieniowania rentgenowskiego, ma znaczenie dla obserwatorów zorzy polarnej. Jeżeli wyrzucona plazma dotrze do Ziemi z odpowiednią konfiguracją pola magnetycznego, możliwa będzie burza geomagnetyczna.
Wydarzenie jest związane z asymetrycznym halo CME, którego główna objętość została skierowana na południowy wschód względem linii Słońce–Ziemia. Oznacza to, że nie mówimy o centralnym uderzeniu w magnetosferę, lecz o możliwym kontakcie z boczną flanką wyrzutu. Takie przypadki są trudniejsze do prognozowania, ponieważ ostateczny efekt zależy od gęstości, prędkości i orientacji pola magnetycznego w napływającym wietrze słonecznym.
Prognoza G3 na 8 czerwca i G2 na 9 czerwca
Według modelu NASA dotarcie CME do Ziemi może nastąpić 8 czerwca około 06:00 UTC, czyli 08:00 CEST, z niepewnością wynoszącą około siedmiu godzin. Model SWPC WSA-Enlil wskazuje na godzinę 12:00 UTC, czyli 14:00 CEST, również z tolerancją rzędu plus minus siedmiu godzin. Realne okno uderzenia bocznej flanki CME przypada więc na poniedziałek od godzin porannych do popołudniowych czasu polskiego.
SWPC wydało prognozę burzy magnetycznej G3 na 8 czerwca. Na wtorek 9 czerwca obowiązuje prognoza G2, co oznacza stopniowe wygaszanie skutków po przejściu głównego zaburzenia. Dla obserwatorów w Polsce najważniejsze będzie to, czy wzrost aktywności geomagnetycznej utrzyma się do krótkiego przedziału ciemniejszego nieba po zapadnięciu zmierzchu astronomicznego lub przynajmniej głębszego zmierzchu na północy kraju.
Parametry modelowe wskazują na wzrost prędkości wiatru słonecznego do około 650 km/s oraz gęstości do około 15 protonów na centymetr sześcienny. Z rozbłyskiem powiązano również emisję radiową typu II o prędkości 836 km/s, co potwierdza obecność fali uderzeniowej w koronie słonecznej. Front CME został zarejestrowany przez koronograf CCOR-1 około pół godziny po maksimum rozbłysku, a po kolejnej godzinie jego rozpiętość kątowa przekraczała 180 stopni.
Wyrzut oceniany jest jako jasny i gęsty. To istotna różnica względem erupcji z 2 i 3 czerwca, które również dawały podstawy do prognoz zorzowych, ale nad Polską nie przyniosły widocznego efektu. W tamtym przypadku oczekiwania obserwatorów nie przełożyły się na rejestracje zorzy z kraju, co pokazało ograniczenia modeli przy prognozowaniu bocznych lub słabiej ukierunkowanych struktur CME.
Mały obszar aktywny, duża niepewność prognozy
Najbardziej nietypowym elementem obecnej sytuacji jest źródło erupcji. AR6767 miał powierzchnię około 20 MH, czyli był bardzo małym obszarem aktywnym jak na źródło zjawiska mogącego doprowadzić do burzy magnetycznej klasy G3. Mimo to wygenerował rozbłysk M1.8, wyraźne pociemnienie koronalne i CME o dużej rozpiętości kątowej.
Pociemnienie koronalne jest ważnym sygnałem, ponieważ wskazuje na usunięcie znacznej ilości materii z korony słonecznej. W praktyce oznacza to, że za rozbłyskiem mogła podążyć realna masa plazmy zdolna do oddziaływania z magnetosferą Ziemi. Sama klasa M1.8 nie przesądza o sile burzy, ponieważ o skutkach geomagnetycznych decyduje przede wszystkim struktura CME po dotarciu w okolice Ziemi.
Czas podróży według modelu NASA wynosi około 40 godzin. To szybciej niż typowe 48–72 godziny dla wielu wyrzutów koronalnych, choć wolniej niż najbardziej dynamiczne CME obecnego cyklu słonecznego, dla których notowano tranzyty około 25 godzin. Średnia prędkość przejścia podawana w analizie przekracza 1000 km/s, ale prognozowana prędkość wiatru przy Ziemi jest niższa, co pasuje do scenariusza uderzenia flanką, a nie centralną częścią wyrzutu.
Jak obserwować zorzę nad Polską w nocy z 8 na 9 czerwca
W przypadku zorzy polarnej nie ma jednej godziny obserwacji porównywalnej z przelotem ISS czy zakryciem gwiazdy przez Księżyc. Należy śledzić północny horyzont, zwłaszcza po zapadnięciu najciemniejszej części nocy. W czerwcu warunki z Polski są trudne, ponieważ blisko przesilenia letniego noc astronomiczna jest bardzo krótka lub nie występuje w pełnym sensie na północy kraju.
Orientacyjne okno ciemniejszego nieba wynosi około dwóch do trzech godzin. Największe znaczenie będzie miało zgranie momentu wzrostu aktywności geomagnetycznej z tym krótkim przedziałem. Jeżeli główne zaburzenie przejdzie w dzień 8 czerwca, obserwatorzy mogą nie zobaczyć nic mimo poprawnej prognozy burzy. Jeżeli natomiast podwyższona aktywność utrzyma się po zmroku, szansa na rejestrację zorzy wzrośnie.
Do obserwacji nie jest potrzebny teleskop. Zorza jest zjawiskiem atmosferycznym wywołanym przez cząstki wiatru słonecznego oddziałujące z ziemską magnetosferą i górną atmosferą. Przy silniejszej burzy może być widoczna gołym okiem jako pojaśnienie, pasma lub słupy nisko nad północnym horyzontem, ale w warunkach czerwcowych częściej pierwsze sygnały pokaże aparat lub smartfon z trybem nocnym.
Największą niewiadomą pozostaje składowa Bz międzyplanetarnego pola magnetycznego. Dla rozwoju zorzy nad średnimi szerokościami geograficznymi korzystny jest dłuższy okres ujemnego Bz, ponieważ ułatwia on transfer energii z wiatru słonecznego do magnetosfery. Bez takiej konfiguracji nawet szybki i gęsty strumień może dać słabszy efekt wizualny nad Polską.
Prognoza na 8 i 9 czerwca jest więc kolejnym stanem gotowości zorzowej, a nie gwarancją obserwacji. Po nieudanych dla Polski prognozach z 4 i 5 czerwca obecne CME wygląda na bardziej obiecujące pod względem gęstości i struktury, ale nadal mówimy o uderzeniu bocznej flanki. Ostateczny wynik będzie znany dopiero po rejestracji zmian w wietrze słonecznym przez sondy monitorujące przestrzeń międzyplanetarną przed Ziemią.